ROZDZIAŁ I
Autobus. Czego
więcej można chcieć od życia. Przyjaciół, fajnej rodziny, chłopaka, forsy,
dużego domu, zdrowia, miłości… Tyle
rzeczy przyszło mi do głowy, ale jak na razie autobus jest spełnieniem moich
marzeń. Pierwszy dzień w szkole, nowej
szkole w Górnym Manhattanie. Nie znam nikogo. Ale nie martwię się tym. Będzie dobrze, będzie dobrze.
Powtarzałam sobie. Jednak mnie to nie uspakajało. Cóż, będzie jak będzie. Może
przeżyję. Może. ..
Poszłam po kartkę, na której będę miała informację dotyczącą moich
lekcji. Pierwsza lekcja, chemia.
- Chemia, moja
ulubiona… -powiedziałam
- Widzę, że tak ja i my jesteś uradowana faktem, iż za chwilkę mamy chemię. –
Powiedziała wysoka szatynka. Razem z nią były jeszcze dwie ładne
dziewczyny. Także wysoka brunetka, oraz
nieco niższa rudowłosa.
Były bardzo ładne,
w niczym nie przypominały, mnie dosyć niskiej blondynki. Szatynka miała na sobie czarne rurki, białą
koszulę zapinaną małymi czarnymi guziczkami , wąski krawacik oraz czerwone buty
na koturnie, które idealne komponowały się z czerwonymi kuleczkami w uszach.
Brązowe włosy miała sczepione w długi koński ogon.
Brunetka natomiast
miała na sobie krótkie shorty i koszulkę z jakąś postacią. Do tego założyła
zwykłe trampki. Krótkie proste włosy zostawiła naturalnie uczesane, mianowicie
rozpuszczone na ramiona. Na głowie miała białą opaskę, która jeszcze bardziej podkreślała
jej jasny ubiór.
Rudowłosa także
wyglądała nieziemsko. Miała na sobie długą, zwiewną sukienkę w drobne kwiaty aż
do samych kostek. Na nogach miała jasne sandałki na płaskim obcasie. Włosy
spięła w niechlujny kok i na nos założyła włoskie okulary.
W niczym ich nie
przypominałam. Ja nie była tak wysoka jak dziewczyny stojące przede mną. Moje długie blond loki rozpuściłam na ramiona
nic więcej z nimi nie robiąc. Do tego założyłam białą, przylegającą do ciała bluzkę
z długimi rękawami, do tego czarna, kloszowa spódnica do kolan. Na stopy
założyłam czarne baleriny. Z biżuterii wybrałam tylko, długi naszyjnik z sową.
Wyglądałam całkiem przyzwoicie, lecz nie śmiałabym równać się do dziewczyn
stojących przede mną.
- Kath Milson.-
Przedstawiła się szatynka z uśmiechem, odsłaniającym jej białe zęby.
-Carly Bloom.- Powiedziała brunetka także z ładnym uśmiechem. I na
koniec swoje imię podała rudowłosa. -
Amy Philips.
–
A ja jestem Lexi Arial.- Powiedziałam z największą uprzejmością w głosie, na
jaką tylko mnie było stać. Nie miałam
ochoty poznawać nowych ‘przyjaciółek’ tak szybko, domyślałam się jak to się
skończy. Zostanę przez nie ośmieszona i upokorzona. Ale dzięki rozwodowi
rodziców, stałam się odporna na różnego rodzaju ataki i po prostu odpierałam
je. Miałam jedną przyjaciółkę, której w pełni mogłam zaufać. Ma na imię Macy,
lecz niestety mieszka w Anglii. Mamy ze sobą kontakt, ona często zwraca się do
mnie z tymi jej głupimi problemami, jakimi jest, np. to czy chłopak przypadkiem
w przyszłości jej nie zdradzi i tym podobne… Niestety było za późno i już
przedstawiłam się dziewczynom. Wyglądały miło, lecz jak było naprawdę, jeszcze
się przekonam, pomyślałam.
- Może zechciałabyś
zjeść z nami lunch?- Odezwała się Kath.
- Jasne z chęcią.-
Odpowiedziałam. Nie chciałam za bardzo zbliżać się do nich.
Z tego co później
zauważyłam należą do ‘elity’ szkolnej, każdy patrzy na nie jakby chciał je
zjeść w najlepszym wypadku… Może byłam w tym momencie egoistką, ale pomyślałam,
że może taka przyjaźń mi nie zaszkodzi. Bo przecież jak cel miałyby te
dziewczyny. Jak na razie nie muszę im służyć. Zaśmiałam się w duchu.
- Więc Lexi-
Zwróciła się do mnie Carly- Przeprowadziłaś się do nas z Londynu. Jak tam
jest? - Wspaniale.- Odpowiedziałam- Faktycznie jest
bardzo deszczowo, ale można znaleźć schronienie w centrach handlowych. -
Hahahahaha no racja, racja- Zaśmiały się dziewczyny- Widocznie będziemy miały
co robić w wolne dni.
-
Hahaa- Ja także zaśmiałam się
-
Wiecie co my z Amy już się zbieramy, nie chcę mieć kolejnej nieobecności u Pana
Mark’a. Do zobaczenia! – Krzyknęły w pośpiechu Carly i Amy.
- Mam
pytanie.- Zwróciłam się do Kath, ta zwróciła na mnie swoje czarne oczy-
Dlaczego chcecie się ze mną zaprzyjaźnić?- powiedziałam bez żadnych ogródek.
- Jeśli naprawdę
chcesz wiedzieć, to było tak, że na początku zwróciłyśmy uwagę na Twój wygląd. Pasujesz do nas, jak wiesz jesteśmy w
elicie szkolnej, każdy nas szanuje, no może z tym każdy przesadzam. Jest
mnóstwo osób, które nas nie lubią z tego właśnie powodu, że jesteśmy ważne.
Może to brzmi egoistycznie, ale już takie jesteśmy, rozpieszczone przez
rodziców.- Powiedziała na jednym tchu.
- Myślicie, że ja
też jestem rozpieszczona przez rodziców?- Spytałam oburzona.
- Nie, nie o to chodzi… A nie jesteś?- Spytała z lekkim śmiechem. –
Jestem adoptowana, a moi przybrani rodzice rozwiedli się. Jestem raczej
rozdarta i niestabilna w uczuciach.- Z uśmiechem na twarzy odpowiedziałam.
-
Przykro mi.- odpowiedziała- Nie wiedziałam, nie chciałam… -
Spokojnie, nic się nie stało, chciałam sprawdzić Twoją reakcję i czy nadal
będziecie mnie chciały w swojej elicie.
- Fajnie, że
jesteś szczera. Witaj w nowym świecie.- Powiedziała Kath. Po czym poszłyśmy
oglądać szkołę.
Resztę dnia spędziłam właśnie z Amy i Carly. Było bardzo miło. Przedstawiły mnie swoim
chłopakom. Byli bardzo fajni, spodobali mi się. Dziewczyny miały gust. Ciekawa
jestem co jutro się wydarzy.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPierwsze co mi przyszło na myśl - Druga "Plotkara" ! :D Rozdział ciekawy, będę czytać dalej . ;) Tak więc wyczekuję nn . :) Tylko jakbyś mogła to zmień czcionkę na większą bo strasznie ciężko się czyta . :( Pozdrawiam . :* <3
OdpowiedzUsuńOkej, już dodaję i zmieniam czcionką;d
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz i pozdrawiam;**