Rozdział
III
- Leo?
Co ty tutaj robisz, dlaczego nie jesteś w szkole? - A ty? Tak,
mogłam się tego spodziewać po moim braciszku. Już na samym początku olewa
szkołę.
- Ja źle się poczułam.
- Tak, ja
też.
- Wszystko w porządku? -
Julia mnie zdradziła…
-
Co?! Suka! Jak ona mogła!
Przytuliłam
brata, bo wiedziałam, że właśnie tego teraz potrzebuje. Potrzebuje poczuć, że
jestem przy nim. Leo to chłopak, dla którego najważniejszymi wartościami nie są
pieniądze, dla niego najważniejsza jest, była Julia. Kochał ją, byli razem od
trzech lat. Nawet ja ją lubiłam, choć na początku byłam sceptycznie nastawiona
do ich związku.
- Ej,
poznasz nową, lepszą i fajniejszą. -
Wiem, że łatwo ci to mówić, bo nigdy jej nie lubiłaś… Ale ja ją kochałem i to
nie jest wcale takie proste!
- Jest
proste Leo! Tylko ty nie chcesz tego zauważyć! Jesteś przecież przystojnym
chłopakiem. Zabaw się! Nawet po to, aby Jules zobaczyła co straciła! I weź się
w garść! Jesteś facetem czy zwykłą ciotą?! -
Co tu się dzieje?
Elizabeth.
Tylko jej teraz brakowało…
- Nic! Brat
był ostro wkurzony i wyszedł.
-
Co się stało Lexi?
-
Pamiętasz Julię? Zerwali. Ale nie mów mu, że ci powiedziałam.
- Dobrze. Lexi a co się dzieje z tobą? -
Nie rozumiem…
-
Stałaś się wobec mnie zimna… Nie wiesz, że cię kocham? I twojego brata
też?
Nic nie
odpowiedziałam, tylko patrzyłam moimi zaszklonymi oczyma na… mamę. Miałam
ogromną gulę w gardle, nie mogłam nic powiedzieć.
-
Wiem, że nie jestem i nigdy nie będę dla was prawdziwą matką, nie oznacza, że
musicie mnie tak traktować… Jak powietrze, jak osobę, która jest dla was
największym śmieciem. Chciałam, żebyście mieli prawdziwą rodzinę. Żałujesz, że
was adoptowaliśmy z Josh’em?
Nadal nie potrafiłam nic powiedzieć. El podeszła bliżej i mnie
przytuliła. Pierwszy raz od kiedy skończyłam dwanaście lat. Nie wytrzymałam
rozpłakałam się. To było takie miłe, poczułam się jak za dawnych lat, kiedy to
byliśmy jeszcze z Josh’em, wszyscy razem, kiedy nasza rodzina była prawdziwa,
nierozerwalna. Teraz moje uczucia powróciły. Cieszyłam się, że moja mama…
wróciła.
- Idź coś zjeść, a ja jadę do pracy. Może po drodze spotkam Leo. A tak
poza tym, czemu nie jesteś już w szkole?
- Źle się czułam. Mamo nie patrz tak na mnie! Dobrze, że wcześniej
wróciłam, jakbym nie wróciła nigdy byśmy się nie pogodziły. El
tylko podeszła, pocałowała mnie w czoło i wyszła.
Było już
dosyć późno, postanowiłam położyć się spać. Elizabeth nie wróciła, powiedziała,
że przyjedzie dopiero nad ranem, bo musi załatwić kilka ważnych spraw. Leo nocował u
kolegi, więc zostałam sama. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół
sprawdzić kogo licho niesie o tak późnej porze. Kath, Carly, Amy. Co one do
cholery tu robiły?!
-
Cześć, coś się stało?
-
Możemy pogadać?
-
Jasne, o co chodzi?
- Widziałaś tych chłopaków, którzy się nad nami znęcali dzisiaj na
stołówce? Chcemy spytać czy nam pomożesz w razie potrzeby- Kath był na nich
wściekła, to było widać.
- Ej jestem waszą
przyjaciółką i możecie na mnie liczyć, bez względu na to jak bardzo ta gra w
przyszłości będzie nieczysta.
Dziewczyny
przytuliły mnie i spytały czy mogą przenocować, ja się oczywiście zgodziłam,
cieszyłam się, że tak dobrze podchodzą do przyjaźni ze mną. I nagle wszedł mój
brat. Widziałam, że dziewczynom zaparło dech w piersiach, ponieważ musiałam
przyznać, mój brat był nad wyraz przystojny.
- Cześć wam.
Kath
wyrwała się pierwsza do przedstawienia się.
-
Witaj. Jestem Kath.
– Amy. –
Carly .
–
Dziewczyny zostaną na noc, chyba że masz coś przeciwko…
-
Niech zostaną i tak idę spać. Na razie.
– Dobranoc!- oj Kath, Kath… Widocznie już się zakochałaś.
– Lex, a gdzie wasi rodzice.
Ten
moment, ta chwila musiała kiedyś nadejść .
–
Rodzice albo żyją, albo nie, nie wiem gdzie są, co się z nimi stało. Jesteśmy
adoptowani. Jednak rodzice zastępczy rozwiedli się i mieszkamy z Elizabeth.
Jest dobrą kobietą. Kocha nas. A my jesteśmy szczęśliwi na ile to możliwe w takim wypadku.
– O mój Boże! Przepraszam! Nie chciałam… Nie wiedziałam… Wybacz!
Były w szoku, ale z ich oczu można było wyczytać współczucie, a nie
nienawiść. To było pocieszające. –
Nic nie szkodzi i tak bym wam powiedziała,
jesteśmy przecież przyjaciółkami. Prawda?
- Jasne kochana!
Przytuliły mnie i już wiedziałam, że między nami będzie już dobrze. Pozbyłam
się w tej chwili wszystkich zmartwień. Nawet Kath zapomniała na chwilę o
Leonardzie. A właśnie ciekawe jak on się teraz czuje. Dowiem się następnego dnia. Teraz jest już strasznie późno więc pójdę już spać.
oo jakie.to było słodkie..ta sytuacja z Elizabeth. Ah. Ogółem fajny rozdział. czekam na NN i proszę o informowanie na
OdpowiedzUsuńforbidden-looove.blogspot.com
gdzie pojawił się NN, licze na to,że przeczytasz :) pozdrawiam :*